Wizyta Benedykta XVI w Kamerunie oczami naszych Sióstr Misjonarek
Myśmy wybrały się razem z personelem naszej przychodni zdrowia,
więc zdawałyśmy sobie sprawę, że nie będzie to możliwe być kilka dni
w Yaounde, ze względu na koszta. Naszym celem więc była wielka Msza święta
na stadionie w czwartek, 19 marca, w sam dzień imienin Papieża.
Dostaliśmy nawet niebieskie bilety zapewniające wejście na stadion
a wyszliśmy w jego kierunku już przed czwartą rano
(Msza święta miała być o 10). Dobrze, że kursowały jeszcze samochody,
więc taksówka nas podwiozła, bo to dosyć daleko było od naszego miejsca
zakwaterowania (gościli nas Ojcowie Dominikanie). I wyobraźcie sobie cały
tłum ludzi, który żeśmy zastali już o 4 rano! Niektórzy przyszli już o 2
w nocy, żeby być pewnym wejścia! Tłum się zwiększał razem z ubywającym
czasem i tylko jeden błąd zrobili odpowiedzialni za tę sprawę - za późno
zaczęli wpuszczać ludzi, bo dopiero od 8 i chyba można od razu wyobrazić
sobie całą przepychankę i zdenerwowanie ludzi w tym momencie... a oni tak
grzecznie byli poustawiani w kolejkach i wydawało się, że nie ma lepszej
kultury oczekiwania! Ludzie czekali, skracając sobie czas śpiewaniem.
I aż miło było być pośród nich. Sam jednak moment wejścia był dramatyczny
i miało się wrażenie, że porządkowi żandarmi nie kontrolują sytuacji.
Najważniejsze, że wszyscy weszli, i już na spokojnie zajęli miejsca na
stadionie. A na stadionie, ludzie czuli się bardzo spontanicznie i wyrażali
swoją radość po swojemu, przez śpiew czy okrzyki i aż szkoda, że nie było
miejsca, bo pewnie i by tańczyli! Gdy Papież wjechał to tłum szalał!!!
To trzeba było być wśród nich i dla tego momentu warto było pojechać!
s. Tadeusza Frąckiewicz OP
Ze wspolnych rozmow z bliskimi nam kamerunczykami czy relacji telewizyjnych
mozna wyciagnac wniosek, ze ta wizyta byla dla nich wyroznieniem. Cieszyli sie,
ze papiez ponownie ich odwiedzil i pamieta o nich. Przybyli z wieloma
pragnieniami i modlitwami w sercach wierzac, ze dzieki spotkaniu z nastepca
sw.Piotra zostana wysluchani przez Boga.Wszystkie spotkania byly pelna radosci,
sam papiez powiedzial, ze przybyl tutaj aby zaczerpnac tej afrykanskiej radosci
dla calego Kosciola. Papiez otworzyl rowniez Synod Afrykanski i powierzyl biskupom
dokumenty robocze. Trzeba wiele modlitwy aby wspolne spotkania i dyskusje
przyniosly wiele owocow i pomogly pokonac rozne problemy z ktorymi boryka sie
Kosciol na tym kontynencie.
s.Piotra Padoł OP
Ostatnim, ale największym i najwspanialszym przeżyciem była wizyta
Papieża Benedykta XVI w Kamerunie na rozpoczęcie II Synodu Biskupów Afryki.
Kiedy pojawiły się pierwsze wzmianki o przyjeździe Ojca św., moi pielęgniarze
bardzo chcieli Go zobaczyć. Długo trwały negocjacje dotyczące terminu i miejsca
uroczystości, oraz kto będzie mógł pojechać i reprezentować poszczególne diecezje
kameruńskie i państwa Afryki. Wszyscy chcieli, choć z daleka zobaczyć Zastępcę
Chrystusa na ziemi. Ostatecznie, nie zważając na obawy wielu, że nawet nie zostaniemy
wpuszczeni do stolicy, wyruszyliśmy we wtorek po pracy w 13 osób, naszym samochodem.
Pierwszą noc pełną wrażeń i oczekiwań spędziliśmy w Bertoua, gdzie dołączyły jeszcze
dwie nasze siostry Kameruńskie i w środę o świcie wyruszyliśmy dalej. Bez najmniejszych
trudności dotarliśmy na 14 -tą do klasztoru OO Dominikanów, którzy bardzo życzliwie nas
przyjęli i gościli dwa dni.
Ja zaczęłam gorączkowe poszukiwania biletów wstępu na czwartkową mszę na stadionie
a reszta szczęśliwa znalazła miejsce na ulicy, którą właśnie Papież przejeżdżał.
Niestety nie potrafię opisać ich radości - to trzeba było widzieć. Bezpośrednia
transmisja Wieczornej Liturgii Godzin w Bazylice NMP pozwoliła nam wspólnie z Ojcem
Świętym oddać cześć św. Józefowi, a homilia napełniła serca radością i nadzieją.
Natomiast msza św. na stadionie przekroczyła oczekiwania wszystkich. Liczne grupy
młodzieży animowały kilkudziesięciotysięczny tłum oczekujących wiele godzin na otwarcie
bram, po czym stadion zapełnił się w 30 minut i wkrótce wszyscy śpiewaliśmy razem z
wielkim, 160-cio osobowym, afrykańskim chórem. Wjazd Ojca św. wywołał taki entuzjazm i
owacje, że można było dostać zawrotu głowy. Żadne słowa nie wyrażą, co było dalej.
Wieczorem, oglądając relacje z przebiegu wizyty nie można było oderwać wzroku od ekranu.
Tylko dzienniki europejskie, w których informowano świat, że wizyta Papieża nie spełniła
oczekiwań Afrykańczyków na "błogosławieństwo" prezerwatyw, wyrywały nas z zachwytu. W
drodze powrotnej musiałam na każdej barierze przekazywać wszystkim policjantom
błogosławieństwo od Ojca św., robiąc im krzyżyki na czole. Podobnie było w Garoua-Boulai.
Dla Afrykańczyków najważniejsze jest błogosławieństwo - cała reszta nie ma znaczenie.
s.Józefina Grabowska OP
A co nowego w Kamerunie?
Właśnie wczoraj wróciłam do domu z niezapomnianych przeżyć podczas wizyty Papieża w
Kamerunie. Była to dla mnie wielka radość. Jak wiecie Benedykt XVI był po raz pierwszy w
Afryce i to właśnie w Kamerunie. Pod każdym względem Kamerun pokazał wielką klasę w
przyjęciu Papieża, który był witany z ogromna radością i wdzięcznością. Kameruńczycy
czuli się wyróżnieni i zaszczyceni gościć Głowę Kościoła. Niektórzy mówili po spotkaniu z Papieżem, że mogą spokojnie umierać, tak wielka to radość
Ja przyznam szczerze byłam bardzo zaskoczona ich postawą pełną gotowości i pragnienia by
chociaż móc przywitać Papieża podczas wjazdu gdzieś na drodze. Centrum spotkania z Ojcem
świętym była uroczysta Msza św. na stadionie w stolicy Kamerunu Yaounde. I już o godz. 4
rano przed stadionem były tłumy czekające na wejście. My również ( byłam bowiem z ekipą
naszych sióstr z Garoua Boulai i Bertoua oraz kilkoma osobami pracującymi w dyspanserze
w Garoua Boulai) byliśmy już o 4.15 na miejscu. Niestety na wejście trzeba było czekać
kilka godzin jednak i one szybko minęły, tyle, że ludzi wciąż przybywało i samo wejście
okazało się dosyć trudne ( rozpoczęło się o 7.30 ) Jednak stadion wypełnił się bardzo
szybko czekającym tłumem wiernych. I dokładnie o 10.00 rozpoczęła się uroczysta Msza św.
Wszyscy uczestniczyli w niej z wyjątkową radością, mając świadomość jak wielki to dar dla
Kościoła w Afryce gościć zastępcę Chrystusa.
Po Mszy wielu wyrażało swoją radość i szczęście i z błogosławieństwem Ojca świętego
wracali ci sami ale już nie tacy sami
Serce pękało ze smutku gdy słuchało się wiadomości
z Francji, komentujące wizytę Papieża w Kamerunie. Smutek był większy gdy dotarły do nas
wieści, że katolicka Polska jak Francja podała również żałosne komentarze na ten temat.
A Kameruńczycy mogą być dumni, gdyż dla wielu dotarcie do Yaounde łączyło się z ogromnym
trudem.
Drogi bywają bardzo trudne, czasami nieprzejezdne. Sama tego doświadczyłam gdy jechałam
carem do Garoua Boulai, tam bowiem dołączyłam do grupy i wspólnie już samochodem
jechaliśmy dalej. Moja podróż trwała 12 godz. Odcinek 250 km. Teraz podczas pory suchej
wszędzie pełno piachu i kurzu. Nasz car ( w którym siedzieliśmy jak sardynki, o
wyprostowaniu nogi mowy nie było
) nie miał szyb, wiec wszystek kurz i piach podczas
drogi spadał na nas, że trudno było oddychać. Nie brakowało tez "niespodzianek" na
jednym odcinku droga okazała się nieprzejezdna wiec trzeba było wysiąść z caru i iść
pieszo około 2 km, aż car objedzie ten odcinek brusem. Po kolejnym odcinku drogi trzeba
było czekać na kolejny car, gdyż ten pierwszy odmówił posłuszeństwa i nie ruszył dalej.
Tak wiec po dotarciu do Garoua Boulai byłam bardzo szczęśliwa, nie wspomnę o
wyglądzie
wszyscy byli całkowicie różowi...oczywiście z piachu i kurzu którego nie
brakowało podczas drogi...
Jednak szczęcie uczestnictwa we Mszy św. z Papieżem było mocniejsze niż trud
podróżowania. A o drogę powrotną zatroszczył się Pan Jezus, gdyż wracałam z O. Alojzym,
który właśnie jechał do Ngaoundere.
s.Alina Sędzimir OP
Więcej można poczytać w ostatnich listach Sióstr.
|